O autorze
Potrzebowałam kilku lat na polu gastronomicznej walki, aby zrozumieć, że nie ma jednoznacznego przepisu i receptury na świetną restaurację, ale pomagają dopracowana, charakterystyczna wizja kulinarna, jednoznaczne zasady, pełna kontrola i doinformowane otoczenie biznesowo-medialne. Od dłuższego czasu opisuję zachowania, badam rynek dostawców, szukam definicji i reguł właściwej obsługi, odkrywam, analizuję i opisuję rzeczywistość gastronomiczną. Dzielę się z innymi swoistą wybuchową mieszanką biznesową - restauratorskim doświadczeniem oraz PR-owską wiedzą i praktyką.
Bardzo dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i proszę o jeszcze. Niezależnie, czy się z nimi zgadzam, czy nie pozwalają spojrzeć na opisywane zagadnienia pod różnym kątem…
Osoby, które chcą ze mną podyskutować zapraszam na https://www.facebook.com/agnieszkimalkiewicz.codziennikkulinarny

Jedz, gryź i zarabiaj. Jak smakuje przygoda, wrze pasja i pachnie pieniądz… (Eat &Earn)

FoodService nr 138
Jak daleko jest w stanie pójść ludzka fantazja, aby połączyć zarabianie z pasją, przedsiębiorczość ze smakiem, pieniądze z jedzeniem? Niezwykli fachowcy i szaleni smakosze przekuli swoją pasję w zawód, a marzenia w patent na życie. - Podróż dookoła świata w poszukiwaniu najtłustszych krewetek i najsłodszego mango na zlecenie szalonego restauratora? - Czekoladki projektowane za pomocą oprogramowania gotowego odwzorować złote proporcje Kaplicy Sykstyńskiej? - Zamówiony u kompozytora dźwięk chrupnięcia chipsa lub herbatnika? Kulinaria to branża, w którą wpisana jest przyjemność. Obcujemy z produktem, który wzbudza emocje, integruje, spełnia marzenia i najbardziej elementarne potrzeby związane z naszym życiem, a ponadto pozwala w interesujący i przyjemny sposób zarabiać na życie. Własna restauracja, blog kulinarny, książka kucharska, czy fotografia kulinarna to oczywiste pole do popisu, dla tych którzy marzą, aby pracę łączyć z pasją. Tylko, jak i czy da się na tym zarobić?

Projekt „Jedz i zarabiaj” (Eat&Earn) to badania nad tym, kto i jak daleko możne posunąć się w swojej pasji, aby stała się zawodem. Postanowiłam szukać, rozmawiać i opisywać ludzi, których losy, pomysły i codzienna praca związane są z jedzeniem. Warto, aby ich zmagania były inspiracją dla innych, którzy dopiero szukają swojej biznesowej drogi związanej z kulinariami.



Projekt jest wypadkową poszukiwań intratnych choć często nieoczywistych rozwiązań i mechanizmów oraz dziennikarskiej pasji odkrywania nieprzeciętnych osobowości i losów ludzkich. Im zestawienie bardziej zaskakujące tym lepiej.



Inspiracją do rozpoczęcia projektu była rozmowa z Aleksandrą Więcka, która z entuzjazmem podchwyciła temat twierdząc, że w dziwny i niezamierzony sposób temat kulinariów dopada ją co rusz w jej dziennikarskich losach, a ponadto szczerze przyznaje się, że kocha jeść. Wsparła mnie w usystematyzowaniu zakresu poszukiwań, wniosła do sprawy swoją dziennikarską dociekliwość odkrywając kilku prawdziwych pasjonatów, ekspertów i dziwaków światowej gastronomii.

Będę rozmawiać, podpytywać, obserwować i kibicować, ale przede wszystkim sprawdzać, czy sukces i pomysł na biznes naszych bohaterów możesz powtórzyć i Ty.

Projekt skierowany jest:
• do kucharzy i restauratorów, którzy szukają mocniejszych wrażeń niż schabowy przywierający do patelni
• do kucharzy amatorów, którzy przepisy kulinarne Nigelli Lawson lub Elizy Mórawskiej czytają z wypiekami na twarzy
• foodies, dla których wybranie sera na śniadanie lub wina do obiadu jest najprzyjemniejszą chwilą dnia
• zmęczonych pracowników korporacji, w których zapach pieczonego bakłażana wyzwala odwagę do poszukiwań nowej drogi
• marzycieli, którzy w smaku zielonego curry z kurczakiem poszukują siły i determinacji, aby odbyć kulinarną podróż dookoła świata
• blogerów, którzy nocami piszą o ratatouille lub nowej piekarni za rogiem z emocjami, równymi zdobywania Broad Peak
• do tych, którzy szukają pomysłu, odwagi i odpowiedzi na pytanie, jak zarobić na jedzeniu.

Wstęp do rozważań
Gdyby nie jedzenie, nie byłoby nas tutaj. To chęć zjedzenia czegoś innego niż kawał surowego mięsa, zmusiła nas do pocierania krzemieniem o krzemień tak długo, aż przeskoczy iskra. Antropolodzy są zgodni – gdyby nie miłość do chleba i zbożowego piwa, dalej włóczylibyśmy się po lasach. Nie byłoby Warszawy, Nowego Jorku, lodów czekoladowych, magdalenek, Prousta, El Bulli i Nomy. Zwyczajnie nie byłoby cywilizacji.
Jedzenie nie tylko jest niezbędne do przeżycia. Jest też najważniejszym światowym przemysłem, najczęstszą rozrywką i podstawą większości osobistych więzi i relacji społecznych. Budzi emocje. Uzależnia. Daje władzę i ogarnia szaleństwem odkrywania, zdobywania, a nawet rywalizacji: kto zrobi najlepszą oliwę, kto zna najlepszy przepis na rybę, kto zorganizuje atrakcyjniejszy targ śniadaniowy, kto pierwszy skonsumuje jadalne robale, kto odkryje najlepszą restauracje w Madrycie, kto pierwszy zrobi wywiad z Ferranem Adrią, kto zdobędzie kolejną gwiazdkę Michelin w Polsce, a kto napisze ciekawszy artykuł lub książkę o jedzeniu…
W ciągu ostatnich trzydziestu lat wiele się zmieniło. Jedzenie przestało być po prostu jedzeniem, a gotowanie gotowaniem. Kucharze zaczęli być celebrytami. Bazary i targi zostały miejscem towarzyskich spotkań. Mieszkania zmieniły się w restauracyjne kluby, a blogi kulinarne mają nie mniej odsłon niż portale informacyjne. Smak stał się fetyszem.

W Hiszpanii chętnych na kolację w restauracji serwującej molekularny śnieg z ginu lub kawior z marchewki jest tylu, że na stolik trzeba czekać prawie rok. Kompozytor spędzający miesiące na tworzeniu odpowiedniego chrupnięcia na zamówienie producenta ciastek stał się bohaterem filmu dokumentalnego. Słynny architekt Oscar Niemeyer zaprojektował nie mniej słynną minimalistyczną tabliczkę czekolady Q za 800 £. Hamburgery z ulicznej budki mają jakość najlepszego steka, a restauracje z gwiazdkami Michelin serwują zebrane z łąki mlecze i lody o smaku łupiny orzecha włoskiego gotowanego 7 dni i 7 nocy.

Jedzenie to nowy seks
Do tego – jak wynika z badań - większość z nas wciąż gotuje (a przynajmniej je) codziennie, a seks uprawia raz na tydzień.

Czy można wyobrazić sobie lepszy moment by połączyć biznes z pasją, przedsiębiorczość ze smakiem i zarabiać na tym, co kochają miliony? Uwaga!... tu nie chodzi o pornografię.

W ostatnim dziesięcioleciu liczba restauracji w Polsce podwoiła się (wg danych GUS). Nie wystarcza nam już pizza, schabowy z baru, łosoś i pomidorówka z koncentratu. Przeżyliśmy boom na sushi i kaczkę po pekińsku. Szukamy kulinarnej tożsamości w zagrodowych serach z czarnuszką, chlebie własnego wypieku i wspomnień z dzieciństwa w eko pomidorach pryskanych mlekiem kozim zamiast pestycydów. Nawet ostoje „normalnego życia” - telewizje śniadaniowe – w swoich kącikach kulinarnych pokazują rzeczy kulinarnie odważne – od ryby barramundi po całkowicie wegańskie menu świąteczne z pasztetem z soi w roli głównej. Pojawiło się zjawisko patriotyzmu kulinarnego i restauracje wyspecjalizowane w kuchni krakowskiej, poznańskiej i warszawskiej.
Kulinaria to też nowe kierunki studiów na polskich uczelniach, powstają projekty w Krakowie, Warszawie, Łodzi. Wiedzę o jedzeniu i jego historii, czyli nowej dziedzinie nauki w Polsce można zgłębiać w czasie licznych konferencji. Kształcą się autorytety, które badają naszą rodzimą kuchnię, odkrywając, że nawet Francuzi inspirowali się polskimi przepisami i produktami…
Kulinarni trendseterzy (!) zapowiadają kolejne przemiany. Będziemy gotować cytryny, sadzić warzywa na balkonach (już sadzimy w szklarniach przy restauracjach), wybierać produkty od lokalnych dostawców i rekonstruować przepisy z najstarszych polskich książek kucharskich. Wykryjemy u siebie alergie, o których nie mieliśmy pojęcia i uleczymy je nową dietą. Przestaniemy zajadać się pszenicą, która przez ekspertów prowadzących wykłady w czasie międzynarodowych imprez, jak Madrid Fusion w 2014 roku została uznana za produkt passe, a na nowo odkryjemy grykę, ryż i proso. Będziemy towarzysko kisić, wekować i pasteryzować, bo oryginalne przetwory „hand made” typu galaretka z jabłek, znów stają się modne.
Coraz więcej osób na świecie przeżywa stan kulinarnego uzależnienia: nie tylko kupują, gotują, jedzą i piją, ale również fotografują wszystko, co da się zjeść, podróżują, a nawet ryzykują życie w poszukiwaniu najdziwniejszych kęsów i spotykają się z ludźmi, których łączy kulinarne szaleństwo. Stąd sympozja typu MAD (ang. szalony) organizowane od kilku lat przez jednego z najbardziej zdeterminowanych „foodloversów”, Rene Redzepiego. Gastronomiczna maszyna nakręca się w błyskawicznym tempie, nie tylko w realiach, ale również w sferze wirtualnej: Facebook, Instargram, Twitter w dużej mierze zawdzięczają swoje powodzenie zwariowanym smakoszom wymieniającym się opiniami, zdjęciami, wiedzą. Jednak nie tylko o szaleństwo i modę tu chodzi! Tu chodzi o pasję… i pieniądze.
W tym kulinarnym szale powstają najdziwniejsze i nietypowe biznesy, które prowadzą do finansowego sukcesu lub jedynie wzbogacają o nieprzecenione doświadczenia i przygodę.

W projekcie „Jedz i Zarabiaj”, szukamy pomysłów, jak zarabiać na jedzeniu, ale nie ograniczamy się do standardowego pomysłu „otwórzmy restaurację”. Według mnie to dopiero pierwszy etap tworzenia międzynarodowych potęg. Prawdziwe kulinarne korporacje organizują wydarzenia, wydają książki, tworzą fundacje, otwierają sklepy e-commerce. W ten sposób rosną międzynarodowe autorytety, nie tylko kulinarne, ale również finansowe takie jak niekwestionowany król tego biznesu - Jamie Olivier…

Jedzenie to pasja, a pasja to pieniądz…
Nie wgryzaj się w ten projekt, jeśli twierdzisz, że pieniądze nie są ważne, ponieważ oznacza to, że
a) nie zrozumiesz bohaterów lub
b) nie jesteś nawet przed sobą wystarczająco szczery, a to w biznesie warunek konieczny
c) nie jesteś gotowy na bycie milionerem i wydasz wszystko, co zarobisz lub
d) masz na tyle dużo pieniędzy, że nie będziesz miał wystarczającej motywacji, aby tworzyć coś od podstaw.
Jeśli jednak kochasz jeść i cenisz pieniądze, jako miarę sukcesu i niezależności, to ten cykl spotkań z ludźmi sukcesu jest dla Ciebie.

Plan
Pasja, jaką są kulinaria, wiedza o nich, wielozadaniowość w biznesie, plan na 10 lat i konsekwencja w jego realizacji powinny wystarczyć, abyś został milionerem w branży związanej z jedzeniem (a tak naprawdę, w każdej branży). Bohaterowie, których zaprezentuję to pasjonaci, którym udało się spojrzeć na jedzenie z zupełnie nowej perspektywy. Mają pomysł, w który wierzą, że pozwoli im żyć dostatnio i w otoczeniu tego, co kochają czyli podróży, jedzenia i dobrego towarzystwa... Do zobaczenia za miesiąc.

Cykl artykułów znajdziecie również Państwo na stronie Tekst linka oraz w każdym numerze magazynu Food Service
Trwa ładowanie komentarzy...